środa, 11 czerwca 2014

Crap #13 - Operation Wolfsburg (2010)

8 Marca 2010 (świat)
Brak planów wydania w Polsce

Po krótkiej przerwie wracamy do kaszaniastych strzelanek o drugiej wojnie. Przed wami gra z 2010 roku - Operation Wolfsburg autorstwa HQ Simulation. Czy jak sugeruje nazwa firmy , gra będzie w jakości high quality? Już za chwilę zobaczycie momenty grozy ale nie będą one związane z drugą wojną... Zapraszam do oglądania.

środa, 30 kwietnia 2014

Crap #12 - RPM Tuning

25 lipca 2004 (Playstation 2)
17 stycznia 2005 (świat)
23 lutego 2005 (Polska)
Producent: Babylon Games / Wanadoo
Dystrybutor PL: OniGames/ City Interactive / CI Games



Dzisiaj pod widelec i nóż wpadnie produkcja Babylon Games , czyli kolejna gra podrabiająca Need For Speed Underground z roku 2003. Tak więc bez zbędnego gadania, zapraszam do czytania :D









Zaczynamy od menu , które już na początku pokazuje z czym mamy do czynienia. Twórcy nawet nie wysili się zrobić czytelnego menu. Oczywiście wszystko świeci neonem , a "modelka" wywołuje odruchy wymiotne. Muzyka wkurza na maxa , najprawdopodobniej to najnowszy majstersztyk w dziale Disco Rusko.


W samych ustawieniach nie jest lepiej. Zamiast ustawień dotyczących rozdzielczości ekranu mamy tutaj jakieś gówienka typu "Przycinanie odległej grafiki" czy "Efekt poświaty".


Przy każdym wyścigiem dostajemy " filmik" czyli wprowadzenie do fabuły. Dialogi są tutaj naprawdę beznadziejne , a sama jakość przypomina mi stare czasy na pierwszej komórce z aparatem fotograficznym.

W grze wyścigi dzielą się na dwa rodzaje:
  1. Time Trial (występuje raz na ruski rok)
  2. Zawody
Opiszę teraz ten drugi...


W normalnych grach gdy w coś uderzymy to jesteśmy szybko teleportowani obok albo cofamy i jedziemy dalej. Ale to najprawdopodobniej przerosło panów z Babylon Games , ponieważ gdy uderzymy o cokolwiek oprócz wrogów czas zwalnia przez 5 sekund potem pokazana jest "filmowa" kamera co daje kolejne 5 sekund i wreszcie odpalamy nasze autko i ruszamy co daje znowu 5 sekund. Razem 15 sekund straty, co może nawet przyczynić się do restartu wyścigu ponieważ strata będzie zbyt wielka by dogonić wrogów. Owacje na stojąco!


Przeciwnicy to banda przygłupów. Na starcie wyścigu zwalniają byśmy ich wyprzedzili , a....

 jeżeli wyprzedzą nas to i tak po chwili będziemy obejmować 1 miejsce bo przeciwnik albo zderzy się z limuzyną albo innym obiektem.

Jeszcze dziwniejsze jest to że przeciwnicy robią uniki ale jak zrobią połowę tej czynności to tracą tą umiejętność i wpieprzają się w najbliższy obiekt. Chyba ktoś zapomniał dopisać kawałek kodu albo miał wolne w pracy.

Tras jest bardzo dużo , ale niestety a raczej stety są powtarzalne. O jakichkolwiek wyzwaniach możemy pomarzyć. Co ciekawe raz na ruski rok pojawia się światełko nadziei na cokolwiek innowacyjnego , ale okazuje się że trasę przejeżdżamy przez uwaga! 15 sekund i wcale nie żartuje to jest prosta 200 m i meta.

W grze dzieją się rzeczy które nawet fizjologom się nie śniło. Po wyskoczeniu z krawędzi budynku pojazd zaczyna saltować. Po szybkim wjechaniu na pagórkowaty teren pojazd zaczyna latać. Po prostu cud miód i orzeszki.

Teraz o najlepszej stronie tej gry czyli o tuningu. Mamy tu wszystko przez tuning zewnętrzny kończąc na nitro. Niestety a raczej stety modyfikacje oprócz nitro nic nie robią , jedynie zmienia się wygląd modelu. Szkoda bo to najlepiej wykonana rzecz w tej produkcji.


Teraz o dwóch wisienkach na tym gównianym torcie. Grafika i stabilność działania.

Łooo... Czyli stabilność , znikające tekstury....


Grafika jak na tamte czasy odrażała swoją biedą , o ile można czasami nazwać to grafiką (znikające tekstury). Drzewa to proste bitmapy zrenderowane w 3D.

Gra wywala do pulpitu przy kliknięciu exit , do tego znikające tekstury. Wspaniale!


Reasumując RPM Tuning to bardzo nieudana produkcja która ma zdzierać pieniądze ile tylko się da. 
Brzydka grafika , problemy z stabilnością i muzyka która tak wkurza że chce się potnąć swoje uszy.
Nudne trasy które na dodatek są powtarzalne...
Omijajcie ten szajs z daleka. Nie dotykajcie nawet kijem z rękawiczką strażacką.


   
                                                                                                                                                     Plusy: Brak
Minusy:
Fizyka po której Einstein przewraca się w grobie
Odrażająca grafika

Trasy których jest dużo ale nic nie wnoszą
Stabilność ( wywalanie się gry czy znikające tekstury)
Nie wykorzystany potencjał tego dzieła
Nudy...



Czas na oceny


Grafika
0.5
Grywalność
0

Muzyka

0.5

Ocena

0.5

sobota, 26 kwietnia 2014

Klasyka #2 - Ignition (1997)

15 czerwca 1997 (świat)
15 marca 2001 (Polska)
Inne nazwy: Bleifuss Fun (Niemcy)













Gdy nie miałem kasy na NFS , a w Polsce trwała epoka doganiania zachodu miałem Ignition. Dawał mi frajdę przez wiele godzin. Była ta produkcja szwedzkiego UDS (Unique Development Studios, a wydało ją Virgin (obecnie znane u nas z Virgin Mobile).


 Gra stawiało na arcade'ową frajdę , a nie lecenie na kasę robiąc gównianego NFS i mieć w poważaniu co się dalej stanie , a i tak fanboye i fangirls kupią czy pobiorą. 


Może gra nie była innowacyjna jak na 1997 rok , była standardowa. Najciekawszym dla mnie był tryb Persue , był to zwykły wyścig ale ostatni zawodnik który przejechał ostatnie okrążenie wybuchał. 


Ten komu udało się nie wylecieć w powietrze wygrywał. Trudniejszymi były mistrzostwa , gdzie gdy wygrywaliśmy wyścig odblokowywaliśmy nowe malutkie samochodziki i ciekawe mapki.


 Istniał również standard czyli pojedynczy wyścig , Time Trial i co ciekawe multiplayer. Niestety nie miałem nikogo który chciałby w tamtych czasach zagrać ze mną. 


Co było tutaj magią która przyciągnęła mnie? Grafika , klimat czy muzyka i te malutkie samochodziki. Jak na tamte czasy gra prezentowała się świetnie , pojazdy po wypadnięciu z trasy wybuchały , wszystko się ruszało , był nawet deszcz czy inne warunki atmosferyczne , a wszystko połączone w trójwymiar patrzony z góry. 


Tras było 10 , ale to nie przeszkadzało. Każda trasa miała swój własny unikalny klimat. Pamiętam jak często wypadałem z trasy , to mi trochę przeszkadzało bo łatwo można było wypaść. 


Grę grałem ostatnio chyba 4 lata temu , naprawdę przyjemnie mi się grało nawet dziś w czasie NFS czy innych gier. 

Polecam do zagrania , jeżeli nie dziś to może jutro?


Ocena ogólna:

10


Gra do pobrania:


Gra działa na Windows XP. By uruchomić grę włącz  Ign_win.exe lub Ign_3dfx.exe

Życzę miłej zabawy :)





Crap #11 - Maluch Racer 2 (2004)

Data premiery (Świat/Polska): 18 kwietnia 2004


Wydawca/Producent: Play publishing / Hurtownia Play (Obecnie afan.pl)


Chyba każdy Polak jechał maluchem i chyba każdy fan polskiej motoryzacji grał w tą grę. Robię recenzję ponieważ to już 10 lat! Tak , ta chwila nadeszła! Zapraszam do recenzji polskiego need for speeda :)!










Maluch Racer 2 to produkcja polskiej hurtowni play , która chciała zrobić nowego polskiego NFS'a ale jak widzicie już po tytule to wiecie z czym mamy do czynienia. Panowie z Hurtowni Play byli tak leniwi że postanowili jechać na tym samym silniku graficznym przez.... 6 lat. Dokładnie 6 pieprzonych lat. Przez ten długi okres czasu tworzyli same majstersztyki. Wymienię je tutaj:


  • Maluch Racer (2004)
  • Trabi Racer (2004) (aż 2 tygodnie po maluchu!)
  • Czeski Rajd (2006)
  • Bug Mania (2007)
  • Need for Russia: Greatset Cars from CCCP (2007) (Brawo dla tego który popełnił literówkę w Greatest!)
  • Italian Championsips (2008)
  • Speed in Russia: Need for Russia II (2008)
  • French Classics GP (2009)
  • Swedish Classics GP (2009)
  • Eastern Classics GP (2009) (kopia czeskiego rajdu)
  • German Classics GP (2009)
  • Need for Russia 3 (2009) (tylko na rynek rosyjski)
  • Czeski Rajd 2 (najprawdopodobniej 2010)
Wymienione tytuły to Maluch Racer 2 , tylko ze zmienionymi autami/trasami/disco rusko i wpychane do gazet. Brawo dla panów z Playa , tylko zazdrościć tylu auto-plagiatów! Wróćmy jednak do recenzji pierwszej z nich czyli Malucha racera 2. Uruchamiamy grę.

Menu wygląda naprawdę skromnie. Nic nie mamy do roboty , tylko zmienić rozdzielczość (i tutaj uwaga! maksymalna rozdzielczość to 1024 x 768. Są wyższe ale na nich gra się po prostu wywala. Congratulations!) zciszyć muzyke ( a raczej disco rusko) i wybrać wyścig. No cóż zaczynamy karierę i ruszamy!


Po przeczekaniu okropnego ekranu ładowania ukazuje się nam to. Kwadratowe modele maluchów , przy skręcaniu słychać palenie gumy , a przeciwnicy to banda małp. To tylko pierwsze wrażenia.



Uwaga! Nie zmieniajcie kamery bo możecie nieźle pieprznąć o  inne "auto" lub plastikową lampę.
Auto ślizga się jak wózek z tesco na lodzie posypanym solą kuchenną.
 Naprawdę jeździ się mydelniczkowo. A kochani twórcy by było trudniej zamontowali rakiety 
w dupach przeciwników i za chiny ludowe nie dogonimy ich. 


By wygrać musimy jechać cały czas bez żadnego wypadku. Przeciwnicy jadą prosto , raz na ruski rok skręcają ale i tak czasami mogę się wywalić. Grywalności nie ma , myślę że nawet Chuck Norris by rozwalił płytę i chciał zapomnieć o tym gównie. Jest tutaj aż 10 maluchów które zmieniają się tylko teksturą lub/i szybkością. Mapy są nudne jak flaki z olejem. Są tam jakieś okropne budynki. Nic ciekawego.



Czas na podsumowanie

Po pierwsze co szwankuje to grywalność a bardziej jej brak. Nuuuda. Trasy konstruował gościu bez rąk. Sztuczną inteligencję gościu ze złamanym palcem , a testerem był przedszkolak , który po przejechaniu 5 metrów powiedział że to świetna gra.
Plusy:
Możliwość przejechania się maluchem
Pójdzie nawet na komputerze od Flinstonów.


Minusy:

Grafika
Nudyyyy
Brak tuningu
Przeciwnicy którzy kręcą się jak w pralce , albo wpieprzają się na siebie i za chiny nie puszczą , albo  jadą 200 km/h i ich nie dogonimy.


Oceny:

Muzyka:
0

Grywalność:

1/10

Grafika:

1.5/10

Ogólna ocena:

1







poniedziałek, 10 marca 2014

Crap #10 (Legendarny crap) - Ardennes Offensive

Wydano na świecie: 1 listopada 2006
Wydano w Polsce: 12 kwietnia 2007


Wydawca i producent: Incagold / www.mission-failed.de
Polski dystrybutor: IQ Publishing



Chyba każdy który recenzuje crapy , podczas swojego nędznego życia napotyka na tą grę. Legenda legend i jak inni i ja musiałem liznąć tego crapa. No cóż zaczynajmy...









Ardennes Offensive to gra wyprodukowana przez znamienite studio Incagold które wyprodukowało również recenzowane u mnie GP vs. Superbike. Ta niesamowita produkcja została wydana w 2006 roku i jak mówili sami producenci czyli patałachy z Incagold miała być super mega konkurencją dla Call of Duty czy coś....





No tak po uruchomieniu widzimy to....

Gdy to zobaczyłem już wiedziałem jakie to będzie gówno...


Już w menu widzimy kunszt grafików. Jakieś samoloty z kartonu lecące nad schnącymi wymiocinami , oprócz tego popełniona literówka w nazwie gry po prostu rozwalają czachę....


Gra oferuje nam niesamowite ustawienia. Istnieje opcja zmiany rozdzielczości do oszałamiających 1024 x 768 czy włączenie cieni które w grze nie istnieją...


Klikam Start Game i przed moimi oczami staje fabuła...
Oczywiście wszystko jest zmyślone...

Tak ten przycisk... najbardziej wkurzający bug w grze. Otóż po śmierci powracamy do menu, ale gdy chcemy znowu pójść na "wojnę" to ładowanie trwa nieskończoność i przycisk się nie pojawia , jedynym sposobem naprawiającym ten błąd jest ponowne uruchomienie gry. Brawo!


Klikam spację i widzę biel.Samą biel do tego choinki z kartonu plus niemiec który biegnie do nas by zrobić z nas zgniłe jabłko. By wyjąć broń masz sekundę na reakcję bo inaczej giniesz. W tej grze nie ma miejsca dla mięczaków...

Zwalczam,zwalczam kolejne partie opponentów a to co? Nagle umieram z niewiadomego powodu. Potem dowiedziałem się że twórcy specjalnie dali skrypt który usuwa nam 1% życia co dziesięć sekund. Tu nie ma eksploracji świata o nie ma!

Po zabiciu wroga nasz nieprzyjaciel znika... Czyżby teleport do tejemniczej siedziby nazistów?



Tiger , rau rau...


Wybijam wszystkich a to co? Misja się nie kończy. Otóż oprócz wybicia tych niemców mamy do zrobienia drugą super ważną rzecz....

Wybicie beczek. Z czym? Nie nie będę wam tego mówił.


Jaki to rozmiar? Pozostawię to bez komentarza.

O nie! Nasz piękny tank zaraz wybuchnie i jego szczątki w kolorze wieloletnich starć na placu boju wystrzelą w kosmos!


I po tym dostajemy niesamowicie ultra extra napis "Mission successful" (szkoda że nie mission failed)

W sumie w grze jest 6 misji ale ja całkowicie przeszedłem 1 poziom bo w drugim miałem dosyć.
Muzykę może być
Od dzisiejszego odcinka uroczyście oświadczam że zmieniam system oceniania gier. Będziecie mieć "Plusy" i "Minusy" ocenianej produkcji. Mam nadzieję że przekona was ten nowy system i sprawi że będziecie chcieli  żebym więcej artykułów, nowych serii czy jak to inaczej nazwać recenzji.

Plusy:

Szybko się instaluje











Minusy:



   2006 a tu taka grafika... pff, grywalność nie istnieje, muzyka sprawiła że moje uszy poprostu zaczęły krwawić, stabilność

Ocena za muzykę:

1


Ocena za grywalność:

0


Ocena za grafikę:

0


Ocena ogólna:

0



niedziela, 2 marca 2014

Crap #9 - 香港97 / Hong Kong 97

Dzień i miesiąc wydania jest nieznany.
Wydano na świecie: 1995 na Super Nintendo
Wydawca i producent: Happy Soft Tokyo LTD.
Nie wydano w Polsce.











Witam w kolejnej recenzji. Dzisiaj ocenimy japońskiego potwora na konsole i to nie byle jakiego. Zapnijcie pasy bo będzie się działo!




Przed uruchomieniem wita nas informacja byśmy wysyłali do nich  swoje wszystkie gry na SNES'a. Następnie gry miały być sprzedawane a gracz miałby z tego aż 1/3 z zysku. Już zaczynam się bać...



Na początku możemy zobaczyć niesamowity title screen , który już na początku pokazuje z czym mamy do czynienia i jaki budżet lub brak budżetu był przeznaczony na produkcję tej katastrofy.


Następnie widzimy fabułę ukazaną w obrazkach. Ale jak usłyszycie chociaż odrobinę to się posracie. W 1997 roku w HongKongu panuje chaos (pewnie podobnie jak teraz na ukrainie...) , a oczywiście jedyną osobą która może uratować nasz glob to ... Jakie Chan , który został nazwany w tej grze Chin i jest spokrewniony z Bruce'em Lee. W tym samym czasie w Chinach wskrzeszono Tomshaopinga by stał się wielką bronią. I to tyle , nie dość że fabuła została wzięta z dupy to jeszcze ta gra przewidziała przyszłość. Otóż w grze mówiono że DinXaoPing został zamordowany w 1997 roku , co rzeczywiście stało się w 97. No cóż rozpoczynamy grę...


Hmmm? Z czym mamy do czynienia? Z niemiłosiernym gównem. Czemu widzimy obrazy propagandy? Czemu po śmierci widzimy zdjęcie zabitego gostka z roku 1992 roku? Czemu boss wygląda jak mega twarz jakiegoś gostka? Czemu strzykawki czynią nas nieśmiertelnym?  Czemu po śmierci i obrazku pojawia się w kółko to intro z fabułą? Co twórcy brali podczas tworzenia rozwaloną w pół nogą tej katastrofy?
Otóż naszym zadaniem jest zabijanie wszystkich chińczyków.

Chińczyk Biznesman   










Chińczyk " Kubica na torze"







Chińska limuzyna




Boss - popieprzona głowa 












Oprócz tego puszczona jest niesamowicie wkurzająca muzyka która jest zaloopowana o nazwie " What i think he get anal get a mansion by young shan" zresztą posłuchajcie:



Grafika jak na możliwości SNES'a jest strasznie kiepska. Wszystko wygląda jak gówno. Spokojnie można było sportować ten chłam na Tamagotchi. Przecież ta konsolka potrafiła uciągnąć Doom'a...

Grę w internecie nikt nie przeszedł (no może Chuck Norris) przez poziom trudności. Gra nie skończy się nawet kiedy wybijemy 100000000000000000000000 biliona ludzi.


Po prostu nie mam siły ani słów by to dalej ciągnąć. Czas na oceny...


Grafika

0

Muzyka


0

Grywalność


0


Ogólna Ocena


0